Tag Archives: Fabler Bjorn

Wolności aspekt niedokonany

Zwykły wpis

ikea kraków

Niektórzy mogą być rozczarowani, ale muszę teraz przerwać na chwilę opowieść o uzdrawianiu chorych duchowo, bo przyszedł czas na uzupełnienie historii.

Być może, czytając Niecodziennik Fablera, przyszła Wam do głowy myśl, że to cokolwiek niecodzienne, aby pluszowy Miś z kosza z zabawkami w sklepie, do którego nie zaglądają cholerycy (bo labirynt), ani fanatycy czystości (bo bakterie w ciasteczkach), ani zbyt bogaci, ani zbyt biedni, ani zbyt oryginalni, ani zbyt obojętni, zachowywał się jak człowiek. Poza tym dlaczego właśnie on? W którym momencie ze strzępków materiału bez DNA narodziła się osobowość? Czy podczas wypychania? Przyklejania oczek? Wpinania w pupę metki?

Postanowiłam rozwiać wątpliwości za pomocą cofnięcia się o kilka lat.

Jesienią roku, w którym salony fryzjerskie przeżywały oblężenie długowłosych kobiet pragnących ostrzyc się, w zależności od koloru włosów,  na Polę Negri lub Marlenę Dietrich, a mężczyźni wciąż jeszcze uważali zarost za objaw niechlujstwa, Klaudia, licealistka o małych oczach, lecz sporych udach nabrała zwyczaju włóczenia się po mieście w godzinach szkolnych lekcji. Nic dziwnego. W klasie o profilu zakonno-medycznym, do której wysłali ją bez pytania rodzice, nie było jednej przyjaznej osoby. Skupione na błyskotliwej karierze w indyjskich hospicjach przyszłe siostry zakonne w kajecikach zdobionych reprodukcją Klimta rysowały na przerwach mapy myśli lub robiły analizę SWOT, stojąc w kolejce do szkolnego sklepiku, w którym do wyboru były tylko francuskie rogale z czekoladą i francuskie rogale bez czekolady. Na ich widok Klaudię ogarniał smutek, choć nic w sumie nie miała do długich sukienek czy dziesiątce różańca przed posiłkiem. Sama nie wierzyła w żadnego boga oprócz producenta Maćków adwokatowych i Jacków pomarańczowych. (Po studenckie wiśniowie wciąż nie miała odwagi sięgać zostawiając je na niepewną przyszłość.) To, czy wierzyli w niego inny, zostawiała ich wyborom. Wszystko jej było obojętne.

Obojętność stała się obsesją Klaudii. Na początku starała się neutralizować wszystkie emocje związane z kontaktami z ludźmi. Wierzyła, że potrzebna jest jej do tego tylko siła woli, a tę wypracowała przez siedemnaście lat spędzonych w coraz ciaśniejszym mieszkaniu z coraz nowszym rodzeństwem. Młodsze dzieci pojawiały się w domu średnio co dwa lata, więc cały czas ktoś wył w niebogłosy, ktoś uczył się mówić, ktoś pisać, a ktoś inny zadawał krępujące pytania. Regularnie co drugie dziecko zmieniała się tylko płeć. Chłopiec, dziewczynka, chłopiec, dziewczynka. Klaudia, która była najstarsza z całego tego tałatajstwa, zastanawiała się, kiedy w końcu rodzice wyprodukują trzecią płeć, opatentują ją i zarobią na trzynastoosobowy autobus.

Ciągły harmider i obijające, obejmujące, wijące się pod nogami jednostki ludzkie kazały Klaudii szukać wolności w głębi samej siebie.

Z kolejnej bitwy o Polskę powróciła niska, rumiana mama o cielęcych, błękitnych oczach i biodrach ulepionych do rodzenia, mama-patriotka, mama, której największym strachem zawsze była samotność, więc postanowiła otoczyć się wianuszkiem dzieci tak na wszelki wypadek, gdyby któreś miało wyemigrować, zginąć w powstaniu czy odkryć w sobie homoseksualistę. Jej kolejnym trofeum był tłuściutki chłopczyk: 56 cm, 3800 g, lecz tylko 6 pkt w skali Apgar. Pewnie zapierał się mocno przez opuszczeniem matczynego łona i poddusił się przy tym nieco, ale nie to nas zajmuje. Chłopczyk nie będzie odgrywał w historii żadnej roli. On był tylko przeładowaną ciężarówką przekraczającą normy bezpieczeństwa na moście linowym, zbyt dużym naporem ciśnienia na popękaną tamę. Klaudia postanowiła uciec. Read the rest of this entry

Dlaczego Matka Boska nie chciała rozmawiać z Fablerem?

Zwykły wpis

kapliczka

Wieś rozciągała się na planie krzyża. Nie wiedział o tym Fabler, ale bardzo ucieszył się, gdy polną drogę, którą przemierzał równym marszem, przecięła inna, tak samo nierówna i porośnięta po środku przerywanymi pasami wątłej trawy.

Na skrzyżowaniu stała ogrodzona kapliczka, w której za przybrudzoną szybką znajdowała się niebieska Matka Boska. Jej wzniesione do nieba oczy przypominały jeziora pełne chabrów, a sukienka pofałdowana rękami rzeźbiarza opływała drobne gipsowe ciałko. Figurka bardzo się spodobała Fablerowi, więc postanowił zrobić sobie przerwę na kolejną przekąskę w jej towarzystwie.

– Nie masz nic przeciwko, że się nie pomodlę przed trzecim śniadaniem, prawda Matko Bosko? Misie nie są zbyt religijne. Zresztą, jak pewnie się domyślasz, jestem ze Szwecji, a tam nie masz zbyt wielu fanów.

Matka Boska Chabrowa nie odpowiedziała ani słowem. Wciąż wpatrywała się w maleńki sufit nad swoją głową, który tylko symbolizował duchowe królestwo.

– Nic nie odpowiadasz, pewnie nie lubisz protestantów – kontynuował Fabler. – Albo tak jak ja uważasz, że szkoda słów na gadanie o bzdurach. Czasem dzwonią do mnie znajomi i pytają „co u ciebie Fabler?”, a ja im zawsze odpowiadam „wszystko w porządku, jakoś leci. A u ciebie?” Czy nie uważasz, że to marnowanie słów, skoro i tak wiadomo, że nikt się nie chciał niczego dowiedzieć? Read the rest of this entry

Wyzwanie 52

Obrazek

Wyzwanie 52

Ja i Fabler chcielibyśmy poinformować wszystkich czytelników, że bierzemy udział w Wyzwaniu 52. Dzięki temu możecie liczyć na cotygodniowe wpisy z nowymi odcinkami historii Fablera. Zaglądajcie tutaj, bo nasz bohater jest na dobrej drodze do odkrycia wielu ludzkich tajemnic i znów będzie próbował brać świat na misiowy rozum. Stay tuned!

Fabler Bjorn oddaje krew

Zwykły wpis

image

W związku z tym, że w końcu udało mi się namówić Fablera na wizytę w krwiodawstwie (wcześniej bał się, że zarazi się malarią albo chorobą wściekłych krów. Wspominał też o anemii sierpowatej i robakach z Nilu) jakoś musi sobie radzić z nadmiarem czekolady. Po powrocie z Rzeźniczej (RCKiK w Krakowie znajduje się nota bene na ulicy Rzeźniczej, którą tuż obok przecina Prochowa) drożdżowki z truskawkami w kształcie grzybka albo… rozdaje sympatycznie wyglądającym nieznajomym. Gdybyście widzieli reakcję pani z biura podróży! Albo panów z punktu wydruku! Dla tych uśmiechów warto było dać się kłuć!

P.S. Wybaczcie widok tego okropnego bałaganu. Fabler już zabrał się do sprzątania, a jak nie da rady, to mu pomożemy:)