Fabler i zioła

Obrazek

image

Fabler w towarzystwie (od lewej) tymianku, rozmarynu, czegoś, oregano, lubczyku i mięty

Reklamy

Fabler i Social Media

Zwykły wpis
Fabler i Social Media

Niektórzy z Was pewnie zastanawiają się, co się działo z Fablerem, kiedy nic nie było o nim słychać. Odpowiem szczerze: siedział na regale z książkami i oswajał nowe mieszkanie. Wyłącznie moją winą jest, że nic nie rozważał i nie przeżywał. Wiadomo, trochę rozpamiętywał wyjazd do Hiszpanii, który sporo namieszał. Przypominał sobie ludzi, których mijał na barcelońskich ulicach i zastanawiał się, dlaczego oni wszyscy są życzliwi i gadatliwy, a Polacy to w dużej mierze złośliwe mruki. Tak oto planujemy sobie z Fablerem wyprowadzkę do kraju pomarańczy i siesty, ale o tym ciiii! Sekret!

Nie wspomnienia z Hiszpanii miały być jednak przedmiotem dzisiejszych rozważań, ale Social Media. Flaki z olejem? Zawsze odpowiedziałabym: banał! Zrobić z człowieka idiotę, pokolorować internet, dodać miłą muzyczkę i się sprzeda. Odkąd ja dostaję socialowe zadania w pracy, Fabler dzielnie znosi moje związane z tym złe humorki i próbuje zrozumieć. Kiedy przychodzę po południu do mieszkania i rzucam od progu przysłowiową panią lubiącą dobrą zabawę, on już ma gotowe rozwiązanie i dzielnie wyciąga pocieszającą łapkę. Po okresie otępienia zeskoczył z trzeciego piętra regału prosto na tylne łapki, otrząsnął się robiąc buzią tzw.”brrr”, pokręcił kilka razy szyją, zrobił kilka skłonów i stwierdził:

– Będę się uczył tego Modal Sesja z Tobą! Też mam przecież profil na fejsbuku!

I zabrał się do przeglądania materiałów. Gdyby nosił okulary, pewnie zsuwałyby mu się co chwilę z noska od marszczenia czoła  i musiałby je poprawiać łapką. Nic takiego nie miało miejsca, ale to w tym czasie właśnie spaliła się żarówka. Za pewne nie wytrzymała napięcia. Fabler kontynuował na balkonie, próbując uratować przynajmniej jedno tropikalne drzewo i czytając do świateł latarni miejskich. Kiedy skończył, oznajmił:

– Wszystko jasne! Po pierwsze musimy stosować zasadę KISS: Keep It Sophisticated Simple. Po drugie: wszyscy są idiotami. Po trzecie liczą się zawołania wywołujące odzew. Po czwarte: obraz, a nie tekst.  Po piąte: co za dużo to nie zdrowo. Po szóste: zadawaj pytania. Po siódme: zachęć nagrodą. Po ósme: absurd….

Miś chodził po pokoju od drzwi do balkonu z zadziwiającą prędkością jak na osóbkę o pięciocentymetrowych łapkach. Wyliczał, wyliczał, wyliczał. Muszę się przyznać,że zdrzemnęłam się w międzyczasie! Mea culpa! Obraził się, odsunął mnie, gdy przyszłam przeprosić, a on właśnie pracował nad swoim pierwszym memem.

– Idźże do kuchni kobieto! – mruknął. –  Od początku wiedziałem, że nie nadajesz się do internetu. Internet jest dla zorganizowanych! Herbatę. Tak, z cytryną. Tak, z cukrem. Jedną, nie dwoma łyżeczkami!–przyłożył łapkę do czoła w geście pogardy.

 

Tak oto pozbyłam się kariery na rzecz Fablera. Nie szkodzi, bo i tak największą przyjemność sprawia mi picie kakao.Fablerowy chyba też. Zażyczył sobie do tego ciasto drożdzowe ze śliwkami, bo blogi lifestylowe sprzedają się przecież jak… ciepłe bułeczki.

Fabler w Barcelonie

Obrazek

image

Po dniach spędzonych na słodkim lenistwie,gotowaniu i przytulaniu sie do kotów,Fabler dotarł w końcu do Barcelony. Jego pierwsze wrażenia związane sa z okropnym hałasem,ale chyba da miastu szansę. W końcu to ta slynna Barcelona schowana miedzy wzgorzami,morzem i rzekami,z których jedna nosi calusna nazwę. Jaka?To wie tylko google.

Fabler Bjorn oddaje krew

Zwykły wpis

image

W związku z tym, że w końcu udało mi się namówić Fablera na wizytę w krwiodawstwie (wcześniej bał się, że zarazi się malarią albo chorobą wściekłych krów. Wspominał też o anemii sierpowatej i robakach z Nilu) jakoś musi sobie radzić z nadmiarem czekolady. Po powrocie z Rzeźniczej (RCKiK w Krakowie znajduje się nota bene na ulicy Rzeźniczej, którą tuż obok przecina Prochowa) drożdżowki z truskawkami w kształcie grzybka albo… rozdaje sympatycznie wyglądającym nieznajomym. Gdybyście widzieli reakcję pani z biura podróży! Albo panów z punktu wydruku! Dla tych uśmiechów warto było dać się kłuć!

P.S. Wybaczcie widok tego okropnego bałaganu. Fabler już zabrał się do sprzątania, a jak nie da rady, to mu pomożemy:)

Fabler Bjorn potrzebuje pokojówki

Zwykły wpis

Dochodziła już trzecia w nocy, kiedy Fabler Bjorn skończył czytać książkę. Ciszę w mieszkaniu przełamywało tylko pokasływanie sąsiada zza ściany, który od lat cierpi na bezsenność na tle nerwowym. Kupując Tę kobietę Fabler był pewien, że będzie to zaproszenie do baśniowej krainy książąt i księżniczek, w której zabawi jako przezroczysty obserwator. Wydawało mu się, że dowie się czegoś nowego o miłości, co nie będzie obszyte różowym puszkiem ani ubrane w lateks. Tymczasem, niby z deszczu pod rynnę, wpadł Fabler w świat nieprzeciętnej ambicji i chorych fanaberii. Na początku cieszył się bardzo z widoku wystrojonych kobiet. Nie mógł się napatrzeć na biżuterię, którą miały na sobie wysublimowane Angielki. Połyskiwały od rubinów, szmaragdów i diamentów. Włosy miały upięte i pofalowane za pomocą gorących żelazek, a pióra ich boa zabawnie łaskotały go w nos. Od czasu do czasu jedna z nich zauważała wałęsającego się po marmurowych posadzkach, brała go na ręce i huśtała śmiejąc się przy tym perliście. Tylko przyjaciółka króla Edwarda VIII ani razu nie zaszczyciła Fablera spojrzeniem. Jej wzrok wciąż utkwiony był w połyskujących powierzchniach, w których odbijała się jej własna podobizna. Fabler zorientował się, że umknął mu gdzieś wstęp książki i że właśnie znajduje się w późnych latach trzydziestych, w Windsorze, a dumną kobietą jest Wallis Simson. Postanowił ją śledzić. Jest na tyle niepozorny, że przy odrobinie wysiłku zdołał wtopić się w otoczenie. Dzięki temu stał się naocznym świadkiem rozwodu Willis z Ernestem Simpsonem i brał udział w rejsie, za który spotkał króla społeczny ostracyzm. „Nie trzeba było pokazywać się bez koszulki. Ja swoją mam zawsze. Nie godzi się świecić gołym brzuchem” oburzył się również Miś. Obserwował napady zazdrości króla, zaglądał mu przez ramię, gdy ten pisał infantylne liściki z masą błędów ortograficznych do ukochanej Amerykanki, smucił się, gdy Wallis chorowała. Jednym słowem: podglądał. Wracał czasem z Londynu, robił sobie herbatę i dumał nad skomplikowaniem ludzkiej natury.

– Postaci literackie można utkać z tysięcy różnych nici o niepoliczonych kolorach i strukturach, a i tak nigdy nie będą tak zagmatwane jak prawdziwi ludzie – przemówił do tostera, bo nikogo innego nie było na podorędziu. –Myślałem, że dowiem się jak przebiega proces zakochiwania, a zamiast miłości widzę tu tylko żądną władzy i pozycji przystojną kobietę z kompleksem wyższości i mężczyznę, który wydaje się być maleńki jak Piotruś Pan i dokładnie tak samo dziecinny. Materialnie ma wszystko czego mógłby tylko zapragnąć, emocjonalnie i intelektualnie jest wybrakowanym, skarłowaciałym żołnierzykiem i to nie z ołowiu, a z papieru…

Długo jeszcze i w podobnym stylu przemawiał Fabler do różnych sprzętów. Te zdają się być najlepszymi powiernikami, bo nie robią wtrąceń, ale też nie irytują kiwnięciami głowy, która oznacza tyle co „Mów dalej. Nie, nie słucham cię zupełnie. Tak, powinnam ugotować pomidorową”.

Książka o Wallis Simpson przyczyniła się do pojawienia się w sercu Fablera dwóch nowych pragnień: wyjazdy do Sunbury, gdzie król Edward, wtedy jeszcze książę, postawił dla swojej dziewczyny rzeźbę misia oraz posiadanie pokojówki. Fabler Bjorn bowiem to niezły bałaganiarz. Dobrze zdaje sobie sprawę, że to co weźmie w łapki powinno wkrótce wylądować na tym samym miejscu, ale dziwnym trafem przedmioty mało są namagnesowane i ciągnie je nie tam, gdzie trzeba. Pokojówka sprawiłaby, że Miś mógłby skupić się na intelektualnym rozwoju i nie denerwować samobrudzącymi się naczyniami. Kto wie, może miałaby również funkcje łagodzenia sporów i ratowania Misia z opresji…Przydałaby się oj przydała, szczególnie że Fabler ostatnio nabałaganił nie tylko w pokoju, nie tylko w swoim życiu, ale również w życiu swoich przyjaciół. Ci, przyzwyczajeni, że zawsze mogą zwrócić się do niego o pomoc, a on znajdzie czas, wysłucha, pogłaska, utuli, nie przyjęli lekko zmian w życiu Fablera.

Fabler Bjorn po raz ostatni wyłonił się z biografii „tej kobiety” uprzednio pożegnawszy się ze zrozpaczonymi damami dworu. Wyniósł od nich sporą wiedzę na temat zdobywania bogatych mężów, która pewnie nigdy mu się do niczego nie przyda. Spojrzał raz jeszcze na zegarek z trudem unoszący wskazówki, dopił ostatni łyczek kawy. Fusy utknęły mu na języku, otrząsnął się. Po cichutku, na paluszkach przeszedł obok śpiących ludzi, wsunął się pod kołderkę i natychmiast zasnął. Śpi do teraz. I dobrze, niech śpi, bo już wkrótce czeka go wielka podróż…

Image

Zdjęcie przedstawia Fablera dziwiącego się uśmiechowi na twarzy Wallis podczas spotkania z Hitlerem.

Fabler i sklep z zabawkami

Zwykły wpis

Fabler Bjorn miał już dość narzekań na trudy studenckiego życia. Przyznawał: nie jest ono łatwe, szczególnie gdy w grę wchodzi nadambicja i finansowe tarapaty. Studenci rzucają się na nowe kierunki ulegając złudzeniom, że oto jest żyła złota, która nie tylko połyskuje korzyściami w przyszłości, ale została ulokowana na wysokości ręki. Wystarczy po nią sięgnąć. Nic przyjemniejszego. Współlokatorzy chyba jeszcze nigdy tyle nie wzdychali i nie klęli, co w ciągu ostatnich kilkunastu dni. Wydawało się, że cała złość tego świata podzieliła się na kilka i ulokowała swoje horkuksy w ich wątłych ciałach.  Albo jeszcze gorzej: okruszki z potłuczonego lustra Królowej Śniegu wpadły im do oczu i nie mogą ich wypłakać nawet przez sen. Myśląc o tym Fablera zapiekło coś w pod prawą powieką. Czy to zaraźliwe? Czy wszyscy potrzebujemy kuracji? Długo głowił się Miś nad sposobami leczenia sesji. Przyszło mu do głowy, że napisze kilka listów do dziekanów wydziałów, na których studiują współlokatorzy, w którym wyjaśni, że jego znajomi nie pojawią się na tegorocznych egzaminach, bo odpoczywają i nabierają sił po całorocznych utarczkach ze studiami. Jak pomyślał tak zrobił. Image

Wracając z poczty, dumny, że znalazł rozwiązanie problemu, zatrzymał się przy sklepie z zabawkami. „Skoro przyjaciele będą mieli teraz sporo wolnego czasu, to będą chcieli się zabawić. Co ma służyć do zabawy, jeżeli nie zabawki. Zrobię im prezent. Taki ze mnie wiosenny Fabler-Mikołaj”. Mało nie eksplodował z radości. To był dobry dzień, chociaż nie wtorek. Fabler wszedł do środka.

– Tu wszystko jest dla dziewczyn! Róż i fiolet. Wszystko pluszowe, z puszkiem, z falbankami. Zupełnie nie wiem co wybrać proszę pana – zwrócił się do sprzedawcy.

– To zależy co cię interesuje – młody mężczyzna puścił oko do Misia.

– No…  zabawa.

Sprzedawca uśmiechnął się szeroko. Zamaszystym gestem ręki wskazał na ogrom produktów.

– Do wyboru, do koloru

Image

Niestety, nic w tym sklepie ie przypominało zabawek, które Fabler znał z gazet i opowieści. Niby były jakieś laleczki, figurki, ale większość z nich w dziwacznych kształtach. Fabler nie miał zielonego pojęcia jak można by ich używać. Jego uwagę najbardziej przyciągnęły kostiumy. „Ach tak. Bal przebierańców to nie taki zły pomysł. Ludzie założą kostiumy, puścimy muzyczkę, kupię jakieś winko i wszyscy będą się dobrze bawić. W końcu od dawna wiadomo, że każdy czuje się swobodniej w przebraniu”. Szybko zdecydował się na strój policjanta, strażaka, pielęgniarki i taki… jakby dziewczyny z niemieckiej karczmy. Zdziwił się trochę, że kosztowało to krocie, ale pomyślał, że jeżeli w grę wchodzi dobro przyjaciół, pieniądze nie mają znaczenia.

Imageabler B

Objuczony jak wielbłąd wyszedł ze sklepu. Uwielbiał dawać prezenty, więc jego ekscytacja unosiła go kilka metrów nad ziemią. Kiedy opadł, zauważył sklepowy baner wystający na ulicę Dietla. „Erotic Store”. Chociaż Miś nie zna języków obcych, to zna się na literaturze. Dobrze więc wie, że EROtyki to wiersze o miłości. „Dobrze trafiłem. Z miłości do przyjaciół podaruję im chwilę wytchnienia!”