Category Archives: Miejsca

Miejsca, w których Fabler bywa, do których chciałby się wybrać i do których trafił zupełnie przypadkowo..

Fablerro Bjorn na plaży

Obrazek

image

Fabler Bjorn nie zna mitu o Adamie i Ewie,wiec nie ma pojęcia w czym tkwi problem nagości i wstydu. Wcale nie zszokowaly go widoki w tle:)

Reklamy

Fabler i sklep z zabawkami

Zwykły wpis

Fabler Bjorn miał już dość narzekań na trudy studenckiego życia. Przyznawał: nie jest ono łatwe, szczególnie gdy w grę wchodzi nadambicja i finansowe tarapaty. Studenci rzucają się na nowe kierunki ulegając złudzeniom, że oto jest żyła złota, która nie tylko połyskuje korzyściami w przyszłości, ale została ulokowana na wysokości ręki. Wystarczy po nią sięgnąć. Nic przyjemniejszego. Współlokatorzy chyba jeszcze nigdy tyle nie wzdychali i nie klęli, co w ciągu ostatnich kilkunastu dni. Wydawało się, że cała złość tego świata podzieliła się na kilka i ulokowała swoje horkuksy w ich wątłych ciałach.  Albo jeszcze gorzej: okruszki z potłuczonego lustra Królowej Śniegu wpadły im do oczu i nie mogą ich wypłakać nawet przez sen. Myśląc o tym Fablera zapiekło coś w pod prawą powieką. Czy to zaraźliwe? Czy wszyscy potrzebujemy kuracji? Długo głowił się Miś nad sposobami leczenia sesji. Przyszło mu do głowy, że napisze kilka listów do dziekanów wydziałów, na których studiują współlokatorzy, w którym wyjaśni, że jego znajomi nie pojawią się na tegorocznych egzaminach, bo odpoczywają i nabierają sił po całorocznych utarczkach ze studiami. Jak pomyślał tak zrobił. Image

Wracając z poczty, dumny, że znalazł rozwiązanie problemu, zatrzymał się przy sklepie z zabawkami. „Skoro przyjaciele będą mieli teraz sporo wolnego czasu, to będą chcieli się zabawić. Co ma służyć do zabawy, jeżeli nie zabawki. Zrobię im prezent. Taki ze mnie wiosenny Fabler-Mikołaj”. Mało nie eksplodował z radości. To był dobry dzień, chociaż nie wtorek. Fabler wszedł do środka.

– Tu wszystko jest dla dziewczyn! Róż i fiolet. Wszystko pluszowe, z puszkiem, z falbankami. Zupełnie nie wiem co wybrać proszę pana – zwrócił się do sprzedawcy.

– To zależy co cię interesuje – młody mężczyzna puścił oko do Misia.

– No…  zabawa.

Sprzedawca uśmiechnął się szeroko. Zamaszystym gestem ręki wskazał na ogrom produktów.

– Do wyboru, do koloru

Image

Niestety, nic w tym sklepie ie przypominało zabawek, które Fabler znał z gazet i opowieści. Niby były jakieś laleczki, figurki, ale większość z nich w dziwacznych kształtach. Fabler nie miał zielonego pojęcia jak można by ich używać. Jego uwagę najbardziej przyciągnęły kostiumy. „Ach tak. Bal przebierańców to nie taki zły pomysł. Ludzie założą kostiumy, puścimy muzyczkę, kupię jakieś winko i wszyscy będą się dobrze bawić. W końcu od dawna wiadomo, że każdy czuje się swobodniej w przebraniu”. Szybko zdecydował się na strój policjanta, strażaka, pielęgniarki i taki… jakby dziewczyny z niemieckiej karczmy. Zdziwił się trochę, że kosztowało to krocie, ale pomyślał, że jeżeli w grę wchodzi dobro przyjaciół, pieniądze nie mają znaczenia.

Imageabler B

Objuczony jak wielbłąd wyszedł ze sklepu. Uwielbiał dawać prezenty, więc jego ekscytacja unosiła go kilka metrów nad ziemią. Kiedy opadł, zauważył sklepowy baner wystający na ulicę Dietla. „Erotic Store”. Chociaż Miś nie zna języków obcych, to zna się na literaturze. Dobrze więc wie, że EROtyki to wiersze o miłości. „Dobrze trafiłem. Z miłości do przyjaciół podaruję im chwilę wytchnienia!”

Fabler na Selectorze

Zwykły wpis

Być może zastanawialiście się już, co poza pracą i świetnym gustem muzycznym skłania Fablera do brania udziału w festiwalach. Odpowiedź jest o tyle prosta, co nieco krępująca: Fabler cały czas szuka przyjaciół. Kwestia poznawania ludzi nurtuje go od pewnego czasu na tyle, że nie może spać, a owsianka zamiast rozmiękać w mleku, raz za razem przywiera do garnuszka aż w całej kuchni unosi się swąd przypalonego mleka. Fabler bardzo długo był przekonany, że nawiązywanie znajomości to banał. Wystarczy wybrać się w zatłoczone miejsce, nadepnąć komuś na małego palca u stopy, powiedzieć „przepraszam” i tak oto narodzi się przyjaźń mocna niczym węzeł gordyjski. Odkąd Fabler zamieszkał przy Karmelickiej, od czasu do czasu organizował sobie polowania. Zawsze jednak wracał przygnębiony, z ramionami przygniecionymi przez uczucie zawodu. Ludzie negatywnie reagowali na jego poszturchiwania, więc po pewnym czasie zmienił metodę. Przypomniał sobie jak bohaterka jego ulubionej książki z dzieciństwa zrealizowała projekt testowania uśmiechu. Wraz z grupą znajomych badała reakcje przypadkowych ludzi i były względnie zadowalające. Fabler postanowił powtórzyć eksperyment. Nie przewidział jednak, że społeczeństwo mogło tak bardzo się zmienić przez 40 lat. Uśmiechał się na plantach, w tramwajach i sklepach. W delikatesach przy rynku pani ekspedientka odczytała jego uśmiech jako oznakę zagranicznego pochodzenia i przyjmując kartę płatniczą wydała polecenie „Pin and green” oczywiście nie odwzajemniając próby zaprzyjaźnienia się. Jedynymi życzliwymi okazali się parkowi kloszardzi, ale w ich entuzjazmie Fabler wyczuwał interesowność.

Image

Zaopatrzył się Fabler w zestaw poradników nawiązywania znajomości. Wśród jego ulubionych pozycji znalazły się Jak złapać i nie wypuszczać Dorothy Thomson, Kochać ludzi w XXIw? Garetta Newmana, Równowaga w tłumie Angeliny LewisPrzyjaźń – prawdy i mity Catherine Johnson-Carter oraz Poznajmy się – poradnik dla samotnych Howarda O’Briana. We wszystkich tych książkach znalazł wiele cennych rad, ale większość odnosiła się do miłości. Fabler boi się miłości jak obcych, więc ułożył poradniki w stosik i zostawił problem do wyrośnięcia w temperaturze pokojowej na kilka dni.

Nadeszła wiosna, a razem z nią czas wielkich wydarzeń kulturalnych. Kraków wydawał się garnkiem z zupą jarzynową, w której pływały same smakowite kąski. Z bogatej oferty Fabler wyłowił kilka, uzbroił się w bilety, odświeżył bilety i strój. Zaczął regularnie ćwiczyć przed lustrem serię nowych uśmiechów i pozdrowień łapką. Rozpisał sobie scenariusze ewentualnych spotkań i tak wyposażony wszedł w etap drugi misji „Fabler nawiązuje znajomości”. Pomysł nie wypalił przy okazji FMF-u, ale zbliżał się Selector.
„Na festiwalu elektroniki muszą być bardzo pozytywni ludzie. Skoro mają w sobie tyle energii, to na pewno chętnie się nią dzielą z innymi! Na koncertach będzie tłum. Przypadkowy kontakt fizyczny wyzwala substancje chemiczne odpowiedzialne za wzajemną sympatie. Tak przynajmniej pisze Catherine Johnsin-Carter” sam sobie tłumaczył Miś wybór imprezy. Musiał to robić, bo tylko afirmacja mogła ocalić go przed atakiem paniki wywołanym electrostrachem.

Jak przewidział, tak też było. Nawet nie zauważył kiedy pod wpływem natarcia ze strony podskakującej fali ludzi wylądował pod sceną na koncercie Neon Indian. Przyglądając się muzykom wywijającym w rytm własnej muzyki przyszło mu na myśl, że gdyby był człowiekiem chciałby wyglądać jak Alan Palomo. Ten wieczór nie zaliczał się do udanych. Miś przyszedł na Festiwal sam i niestety nikogo nie poznał. Co chwilę zmieniał miejsce i kąt patrzenia, ustawiał się w pozach, które miały nadawać mu wygląd wyluzowanego i pewnego siebie osobnika, do którego fajnie zagadać. Rozkładał się na leżakach przed sceną Roxy.fm i ruszał jedną łapką w rytm basów. Nic z tego. Niby ktoś usiadł obok, niby wiele ludzi przyglądało się atrakcyjnemu misiowi, ale nikt nie poświęcił mu większej uwagi. Dzień I Fabler zapisał w kalendarzu jako „Klapa stulecia”.

Fabler bywa bardzo zdeterminowany. Nie olał sprawy, ale pełen nowej energii zawędrował ponownie na krakowskie błonia w sobotę. To dopiero była impreza! Fabler miał wrażenie, że gdy zamyka oczy, ze sceny rzucają w niego dojrzałymi pomarańczami, które jeszcze ciepłe od południowego słońca, rozbryzgują się w powietrzu i Imagezostawiają wszędzie cytrusowy aromat. Wszyscy dookoła zamienili się w kolorowe piłeczki, kauczukowe kulki, podskakujące cukierki Nim2, w których środku drzemie owocowo-witaminowe serce. Szalone wizualizacje, światła tańczące na ludzkich twarzach. Z uszu Fablerowi wyciekała guarana lub żeń-szeń. Naładował baterie i choć czuł się po tym przez chwilę jak bohater reklamy Duracela, z którym bardzo nie chciałby być utożsamiany, miał wrażenie, że optymizm powrócił do niego jak najprawdziwszy aborygeński bumerang. Ze zdwojoną siłą. Lawirował trochę Fabler między namiotami, biegał jak szalony spod sceny pod scenę. Celowo potrącał ludzi, zaczepiał ich i niektórzy mieliby pewnie wrażenie, że jest pijany, gdyby sami nie byli zalani w sztos.

– Piękni ludzie oto jestem królem electro! – wykrzykiwał Fabler dając się ponieść ludzkim dłoniom nad ich głowami. Pierwszy raz w życiu nie przeszkadzało mu, że obce palce dotykają jego koszulki w paski.

Ludzie faktycznie byli piękni. Zadbani, pachnący. Mężczyźni o nonszalancko zapomnianym zaroście, który wybujał tylko do odpowiedniej długości, w wąskich spodniach i kaszkietówkach z szerokim daszkiem wprowadzili Fablera w nieznany świat lansu. Kobiety o włosach do pasa, ślicznie zarysowanych taliach schowanych pod szerokimi bluzami zataczające koła wszystkimi częściami ciała na raz wyzwoliły w Fablerze nieznane dotąd uczucia. „Czyżby to właśnie była miłość? A może tak wygląda przyjaźń? Tak mało wiem jeszcze o ludziach, ale dobrze mi wśród nich” myślał i oddawał swoje ciałko na ofiarę bitom.

Zmęczony, zdyszany, zarumieniony od tańca uwolnił się z objęć tłumu i wyszedł przed festiwalowy namiot. Zimne powietrze zapiekło go w płucach i gardle. Ciepło i radość z prędkością rakiety odrzutowej uciekały przez uszy i stopy. Fabler z kosmicznego Misia-hipstera jak Kopciuszek o północy znów przeistaczał się w szaraczka. Muzyka ciągle jeszcze dudniła za jego plecami, gdy spacerkiem wracał do domu. Niby podskakiwał, niby nucił, ale coś uwierającego powróciło. „No przecież nie wymieniłem się numerami telefonów z moimi nowymi przyjaciółmi. Jak mamy zacieśniać znajomość?” pluł sobie w brodę mijając szalonych, rolkowych ghost riderów.

http://youtu.be/we9jeU76Y9E

Jeżeli znacie sposób, jak Fabler może nawiązać nowe znajomości, piszcie w komentarzach tutaj albo na Facebooku. Dla Was to może wydawać się banalne, ale on właśnie leży z gorączką, która wcale nie ma źródła w chłodnej nocy.

Fabler próbuje uciec

Obrazek

Fabler próbuje uciec

Fabler zawsze miał naturę włóczykija. Nie mógł długo usiedzieć w jednym miejscu, co chwilę zmieniał znajomych, co chwilę przemeblowywał pokój. Raz wpychał swoje łóżko pod stół w przedpokoju, raz można było go znaleźć drzemiącego na lodówce lub między walizkami zmyślnie ulokowanymi na szafie.
– Nie wystoję, nie wytrzymam – marudził drepcząc w miejscu, gdy kolejka do lodów na Starowiślnej zdawała się przesuwać coraz wolniej,  odwrotnie proporcjonalnie do zniecierpliwienia Misia. Koniec końców zapominał o napięciu spowodowanym oczekiwaniem, kiedy tylko dostał w łapki swoją potrójną porcję lodów jagodowych, ale długo odchorowywał potem tę przymusową statyczność.

W pewien wtorek (wtorek to jego ulubiony dzień tygodnia ) Fabler zmęczony brakiem bodźców, które napełniłyby jego misiowy umysł wibrującą tęczą pomysłów, spakował walizkę i demonstracyjnie przeciągnął ją po całym mieszkaniu w kierunku drzwi wejściowych, aby każdy obecny mógł usłyszeć ferment. Ludzie wyszli do przedpokoju zdezorientowani. Fabler spod brwi patrzył na marazm ukryty w kieszeniach rozciągniętych piżam chłopców i w poluzowanych warkoczach dziewczyn. Ktoś przecierał oczy, ktoś drapał się po przedziałku.
– Wyprowadzam się. Nie zniosę już dłużej tej zatęchłej atmosfery, tego grzania grzędy i moczenia się w koncentracie z nudy. To mieszkanie, to miasto doprowadzi mnie w końcu do mentalnej ruiny. Patrzę tylko przez okno jak wszystko kiśnie na moich oczach i jak znad Wisły unoszą się opary ludzkich niepowodzeń. Nie martwcie się, poradzę sobie. Kupiłem bilet na Wschód, nie powiem wam dokąd, żebyście mnie nie próbowali odwodzić od pomysłu, ani szukać. Żegnajcie przyjacielce. Już pewnie nigdy się nie spotkamy. Salut!

Fabler Bjorn opuścił mieszkanie przy Karmelickiej 70. Ludzie stali przez chwilę nieruchomo ospali i otępiali, co sprawiło, że nie byli w stanie wydusić z siebie nawet słowa pożegnania w odpowiedzi. Zamknęli za Fablerem drzwi na dolny zamek, postali jeszcze chwilę na korytarzu, ale ponieważ wszyscy mieli bose stopy, a podłoga wyłożona jest terakotą, zrobiło im się zimno i rozeszli się każdy do swojego pokoju.

Tymczasem Fabler dotarł na dworzec PKP. Peron wydawał się być koszykiem dojrzałych, ściśniętych truskawek tryskających złym słowem i plujących pod siebie. „Strach pomyśleć, jaki koktajl zrobi się z nich, kiedy już podstawią pociąg i wszyscy rzucimy się do zajmowania miejsc w przedziałach” pomyślał nasz bohater. Jak zwykle PKP nie stanęło na wysokości zadania. Chwila oczekiwania wydawała się przeciągać w nieskończoność. Fabler utkwił wzrok w śrubce samotnie leżącej na płycie peronu. Jak na złość przypominały mu się same najwspanialsze chwile spędzone w Krakowie. Projektor pamięci wyświetlał mu przed oczami zmieniające się pory roku. Jesienne słoty i skakanie po kałużach, które mieniły się chemiczną tęczą i kusiły puszczając oko do resztek letniego światła. Zimowe spacery po plantach z ogromnym kubkiem migdałowej coffee to go i długie rozmowy z ludźmi. Opierali zmarznięte stopy o nagrzany do czerwoności kaloryfer i czekali na pierwsze krokusy. Wiosenne wyprawy rowerowe i codzienne wizyty na targu dla kontroli cen świeżych warzyw. Wszystko, jak drobne puzzle, układało mu się w krajobraz namalowany wyłącznie ciepłymi barwami. Zaszkliły się oczy Misia. Nie znosi okazywania niekonsekwencji, przyznawania się do słomianego zapału, odkładanych podróży, ale, no cóż, nie da się odkochać w Krakowie.

Ze spuszczoną głową zadzwonił domofonem do drzwi. Zdążył już wcześniej wrzucić swój klucz do studzienki kanalizacyjnej (za pewne znajduje się ich tam wiele), więc nie miał jak dostać się do domu. Ludzie otworzyli mu z wyrazami twarzy pełnymi skrępowania .
– Ale Fabler… mówiłeś, że wyjeżdżasz na zawsze. Byłeś taki pewny siebie, zdeterminowany. Bo wiesz stary… My już mamy kogoś na twoje miejsce…
– Minęło dopiero kilka godzin! Jak to możliwe? – wykrzyczał zrozpaczony Miś.
– Byłeś ostatnio taki niespokojny i ciągle rozgniewany. Domyśliliśmy się, że coś jest na rzeczy…

Fabler nie chciał słuchać pokrętnych wyjaśnień. Zachowali się tak, że powinien porzucić wiarę w przyjaźń i nigdy im tego nie wybaczyć, ale miękkie serce kazało mu wziąć kilka głębszych wdechów i przyznać się przed sobą, że to on zawinił. Poszedł nad Wisłę. Słońce chowało się już po drugiej stronie, Fabler obserwował jak niebo zmienia kolory. „Jaki powinien być mój następny krok?”zastanawiał się. „Będzie ciepła noc, zdrzemnę się tutaj, a jutro zacznę szukać nowego mieszkania. Blisko Wisły, żeby móc czasem popatrzeć na te opary niepowodzeń i rozczarowań…|