Dlaczego Matka Boska nie chciała rozmawiać z Fablerem?

Zwykły wpis

kapliczka

Wieś rozciągała się na planie krzyża. Nie wiedział o tym Fabler, ale bardzo ucieszył się, gdy polną drogę, którą przemierzał równym marszem, przecięła inna, tak samo nierówna i porośnięta po środku przerywanymi pasami wątłej trawy.

Na skrzyżowaniu stała ogrodzona kapliczka, w której za przybrudzoną szybką znajdowała się niebieska Matka Boska. Jej wzniesione do nieba oczy przypominały jeziora pełne chabrów, a sukienka pofałdowana rękami rzeźbiarza opływała drobne gipsowe ciałko. Figurka bardzo się spodobała Fablerowi, więc postanowił zrobić sobie przerwę na kolejną przekąskę w jej towarzystwie.

– Nie masz nic przeciwko, że się nie pomodlę przed trzecim śniadaniem, prawda Matko Bosko? Misie nie są zbyt religijne. Zresztą, jak pewnie się domyślasz, jestem ze Szwecji, a tam nie masz zbyt wielu fanów.

Matka Boska Chabrowa nie odpowiedziała ani słowem. Wciąż wpatrywała się w maleńki sufit nad swoją głową, który tylko symbolizował duchowe królestwo.

– Nic nie odpowiadasz, pewnie nie lubisz protestantów – kontynuował Fabler. – Albo tak jak ja uważasz, że szkoda słów na gadanie o bzdurach. Czasem dzwonią do mnie znajomi i pytają „co u ciebie Fabler?”, a ja im zawsze odpowiadam „wszystko w porządku, jakoś leci. A u ciebie?” Czy nie uważasz, że to marnowanie słów, skoro i tak wiadomo, że nikt się nie chciał niczego dowiedzieć? Przeczytałem w jakiejś mądrej książce, że życie liczy się na ilość wypowiedzianych słów. Jak wyczerpiesz limit to nie ma szans – milkniesz albo umierasz. Nie znam jeszcze nikogo, kto by zamilkł z tego powodu, ale myślę, że wielu by się przydało. Może nauczyliby się wtedy słuchać innych albo samych siebie… A ty dlaczego milczysz? Nie wyglądasz na martwą. Całkiem żywe kolory ma twoja sukienka i oczy też masz takie błyszczące, ciemne, młode. Może nie masz po prostu nic do powiedzenia.

To prawda. Matka Boska nie miała Fablerowi nic do powiedzenia. Odkąd z pomocą mieszkańców Moniuszek zajęła miejsce na podeście w kapliczce, zamieniła się cała w słuch. Od lat przychodzili do niej zakochani z ołowianymi sercami przygniatającymi żołądki i oczami pełnymi miłości. Szukali dla niej ujścia w mowie i we łzach, których się wstydzili przed innymi ludźmi. Przychodziły baby na majówki. Śpiewały wtedy pieśni wysokimi głosami wypływającymi ze zwiotczałych krtani, wprawiającymi w drganie polne zioła rosnące w pobliżu i pobudzające ptaki do wspólnego wychwalania prostego życia bez intelektualnych potrzeb. Zdarzało się, że przychodzili pijacy cali mokrzy od strachu przed żonami, które pożegnały się z Matką Boską przed zmierzchem i od tej pory czekały w oknach na swoich Stachów, Janów i Andrzejów. Pijacy byli Matce Bożej najbliżsi, bo zrywali jej maki i kaczeńce i podstawiali pod samą szybkę, tak byli uniżeni. Potem kładli się pod kapliczką i zasypiali w błogiej świadomości wybaczonej winy, a łaskawa Matka B. Chabrowa nuciła im majowe pieśni cicho, cichutko, żeby nikt inny nie usłyszał jej głosu.

Wizyta Misia i jego rozważania przy drugim śniadaniu zaskoczyły M.B. Chabrową. Widywała tu ostatnio wielu dziwaków, których niecodzienny wygląd brała za oznakę nowych czasów. Te zmieniały się niepostrzeżenie jakby za jej plecami i tylko od czasu do czasu dzieci grające w pobliżu w piłkę donosiły o nowych technologiach, o szybkiej komunikacji, robiły sobie z nią zdjęcia. Ktoś nawet wspomniał o Internecie, który „jest już wszędzie!’, a ona pomyślała, że to dziwne imię dla Boga.

Spróbowała się uśmiechnąć do Misia i, choć nie bardzo jej się to udało, Fabler w tym samym momencie uśmiechnął się do niej, schował papierek po snickersie do kieszonki i pomachał łapą na pożegnanie.

– Przyniosę ci wkrótce trochę kwiatków, bo widzę, że lubisz. Tylko najpierw znajdę Ośrodek, do którego przyjechałem pracować jako wolontariusz. Będę pomagał ludziom, wiesz? – rzucił na odchodne dumny z siebie jakby ocalił setki zagrożonych istnień, a nie dopiero planował znalezienie kogoś, kto będzie potrzebował jego pomocy.

Siedząc na ławce przed kapliczką, Fabler dostrzegł w oddali rysunek dworku, który pasował do opisu Ośrodka. Ucieszył się z tego bardzo, bo czuł już znużenie w łapkach i nad Moniuszkami zapadał powoli zmrok.

Szedł na przełaj przez pole w stronę białego budynku ukrytego w sosnowym zagajniku. Wiatr bezdźwięcznie poruszał drzewami, a ciszę wokoło pogłębiało jeszcze donośne szczekanie wiejskich psów – jedyny dźwięk odnotowany przez Fablera od przyjazdu do wsi. „Oby tylko żaden nie zerwał się zaraz z łańcucha, bo umrę z niewypełnioną misją i nigdy nie spotkam już Boskiej Chabrowej!” pomyślał Miś.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s