Monthly Archives: Lipiec 2012

Fabler i Social Media

Zwykły wpis
Fabler i Social Media

Niektórzy z Was pewnie zastanawiają się, co się działo z Fablerem, kiedy nic nie było o nim słychać. Odpowiem szczerze: siedział na regale z książkami i oswajał nowe mieszkanie. Wyłącznie moją winą jest, że nic nie rozważał i nie przeżywał. Wiadomo, trochę rozpamiętywał wyjazd do Hiszpanii, który sporo namieszał. Przypominał sobie ludzi, których mijał na barcelońskich ulicach i zastanawiał się, dlaczego oni wszyscy są życzliwi i gadatliwy, a Polacy to w dużej mierze złośliwe mruki. Tak oto planujemy sobie z Fablerem wyprowadzkę do kraju pomarańczy i siesty, ale o tym ciiii! Sekret!

Nie wspomnienia z Hiszpanii miały być jednak przedmiotem dzisiejszych rozważań, ale Social Media. Flaki z olejem? Zawsze odpowiedziałabym: banał! Zrobić z człowieka idiotę, pokolorować internet, dodać miłą muzyczkę i się sprzeda. Odkąd ja dostaję socialowe zadania w pracy, Fabler dzielnie znosi moje związane z tym złe humorki i próbuje zrozumieć. Kiedy przychodzę po południu do mieszkania i rzucam od progu przysłowiową panią lubiącą dobrą zabawę, on już ma gotowe rozwiązanie i dzielnie wyciąga pocieszającą łapkę. Po okresie otępienia zeskoczył z trzeciego piętra regału prosto na tylne łapki, otrząsnął się robiąc buzią tzw.”brrr”, pokręcił kilka razy szyją, zrobił kilka skłonów i stwierdził:

– Będę się uczył tego Modal Sesja z Tobą! Też mam przecież profil na fejsbuku!

I zabrał się do przeglądania materiałów. Gdyby nosił okulary, pewnie zsuwałyby mu się co chwilę z noska od marszczenia czoła  i musiałby je poprawiać łapką. Nic takiego nie miało miejsca, ale to w tym czasie właśnie spaliła się żarówka. Za pewne nie wytrzymała napięcia. Fabler kontynuował na balkonie, próbując uratować przynajmniej jedno tropikalne drzewo i czytając do świateł latarni miejskich. Kiedy skończył, oznajmił:

– Wszystko jasne! Po pierwsze musimy stosować zasadę KISS: Keep It Sophisticated Simple. Po drugie: wszyscy są idiotami. Po trzecie liczą się zawołania wywołujące odzew. Po czwarte: obraz, a nie tekst.  Po piąte: co za dużo to nie zdrowo. Po szóste: zadawaj pytania. Po siódme: zachęć nagrodą. Po ósme: absurd….

Miś chodził po pokoju od drzwi do balkonu z zadziwiającą prędkością jak na osóbkę o pięciocentymetrowych łapkach. Wyliczał, wyliczał, wyliczał. Muszę się przyznać,że zdrzemnęłam się w międzyczasie! Mea culpa! Obraził się, odsunął mnie, gdy przyszłam przeprosić, a on właśnie pracował nad swoim pierwszym memem.

– Idźże do kuchni kobieto! – mruknął. –  Od początku wiedziałem, że nie nadajesz się do internetu. Internet jest dla zorganizowanych! Herbatę. Tak, z cytryną. Tak, z cukrem. Jedną, nie dwoma łyżeczkami!–przyłożył łapkę do czoła w geście pogardy.

 

Tak oto pozbyłam się kariery na rzecz Fablera. Nie szkodzi, bo i tak największą przyjemność sprawia mi picie kakao.Fablerowy chyba też. Zażyczył sobie do tego ciasto drożdzowe ze śliwkami, bo blogi lifestylowe sprzedają się przecież jak… ciepłe bułeczki.