Monthly Archives: Czerwiec 2012

Fabler w Barcelonie

Obrazek

image

Po dniach spędzonych na słodkim lenistwie,gotowaniu i przytulaniu sie do kotów,Fabler dotarł w końcu do Barcelony. Jego pierwsze wrażenia związane sa z okropnym hałasem,ale chyba da miastu szansę. W końcu to ta slynna Barcelona schowana miedzy wzgorzami,morzem i rzekami,z których jedna nosi calusna nazwę. Jaka?To wie tylko google.

Fabler Bjorn oddaje krew

Zwykły wpis

image

W związku z tym, że w końcu udało mi się namówić Fablera na wizytę w krwiodawstwie (wcześniej bał się, że zarazi się malarią albo chorobą wściekłych krów. Wspominał też o anemii sierpowatej i robakach z Nilu) jakoś musi sobie radzić z nadmiarem czekolady. Po powrocie z Rzeźniczej (RCKiK w Krakowie znajduje się nota bene na ulicy Rzeźniczej, którą tuż obok przecina Prochowa) drożdżowki z truskawkami w kształcie grzybka albo… rozdaje sympatycznie wyglądającym nieznajomym. Gdybyście widzieli reakcję pani z biura podróży! Albo panów z punktu wydruku! Dla tych uśmiechów warto było dać się kłuć!

P.S. Wybaczcie widok tego okropnego bałaganu. Fabler już zabrał się do sprzątania, a jak nie da rady, to mu pomożemy:)

Fabler Bjorn potrzebuje pokojówki

Zwykły wpis

Dochodziła już trzecia w nocy, kiedy Fabler Bjorn skończył czytać książkę. Ciszę w mieszkaniu przełamywało tylko pokasływanie sąsiada zza ściany, który od lat cierpi na bezsenność na tle nerwowym. Kupując Tę kobietę Fabler był pewien, że będzie to zaproszenie do baśniowej krainy książąt i księżniczek, w której zabawi jako przezroczysty obserwator. Wydawało mu się, że dowie się czegoś nowego o miłości, co nie będzie obszyte różowym puszkiem ani ubrane w lateks. Tymczasem, niby z deszczu pod rynnę, wpadł Fabler w świat nieprzeciętnej ambicji i chorych fanaberii. Na początku cieszył się bardzo z widoku wystrojonych kobiet. Nie mógł się napatrzeć na biżuterię, którą miały na sobie wysublimowane Angielki. Połyskiwały od rubinów, szmaragdów i diamentów. Włosy miały upięte i pofalowane za pomocą gorących żelazek, a pióra ich boa zabawnie łaskotały go w nos. Od czasu do czasu jedna z nich zauważała wałęsającego się po marmurowych posadzkach, brała go na ręce i huśtała śmiejąc się przy tym perliście. Tylko przyjaciółka króla Edwarda VIII ani razu nie zaszczyciła Fablera spojrzeniem. Jej wzrok wciąż utkwiony był w połyskujących powierzchniach, w których odbijała się jej własna podobizna. Fabler zorientował się, że umknął mu gdzieś wstęp książki i że właśnie znajduje się w późnych latach trzydziestych, w Windsorze, a dumną kobietą jest Wallis Simson. Postanowił ją śledzić. Jest na tyle niepozorny, że przy odrobinie wysiłku zdołał wtopić się w otoczenie. Dzięki temu stał się naocznym świadkiem rozwodu Willis z Ernestem Simpsonem i brał udział w rejsie, za który spotkał króla społeczny ostracyzm. „Nie trzeba było pokazywać się bez koszulki. Ja swoją mam zawsze. Nie godzi się świecić gołym brzuchem” oburzył się również Miś. Obserwował napady zazdrości króla, zaglądał mu przez ramię, gdy ten pisał infantylne liściki z masą błędów ortograficznych do ukochanej Amerykanki, smucił się, gdy Wallis chorowała. Jednym słowem: podglądał. Wracał czasem z Londynu, robił sobie herbatę i dumał nad skomplikowaniem ludzkiej natury.

– Postaci literackie można utkać z tysięcy różnych nici o niepoliczonych kolorach i strukturach, a i tak nigdy nie będą tak zagmatwane jak prawdziwi ludzie – przemówił do tostera, bo nikogo innego nie było na podorędziu. –Myślałem, że dowiem się jak przebiega proces zakochiwania, a zamiast miłości widzę tu tylko żądną władzy i pozycji przystojną kobietę z kompleksem wyższości i mężczyznę, który wydaje się być maleńki jak Piotruś Pan i dokładnie tak samo dziecinny. Materialnie ma wszystko czego mógłby tylko zapragnąć, emocjonalnie i intelektualnie jest wybrakowanym, skarłowaciałym żołnierzykiem i to nie z ołowiu, a z papieru…

Długo jeszcze i w podobnym stylu przemawiał Fabler do różnych sprzętów. Te zdają się być najlepszymi powiernikami, bo nie robią wtrąceń, ale też nie irytują kiwnięciami głowy, która oznacza tyle co „Mów dalej. Nie, nie słucham cię zupełnie. Tak, powinnam ugotować pomidorową”.

Książka o Wallis Simpson przyczyniła się do pojawienia się w sercu Fablera dwóch nowych pragnień: wyjazdy do Sunbury, gdzie król Edward, wtedy jeszcze książę, postawił dla swojej dziewczyny rzeźbę misia oraz posiadanie pokojówki. Fabler Bjorn bowiem to niezły bałaganiarz. Dobrze zdaje sobie sprawę, że to co weźmie w łapki powinno wkrótce wylądować na tym samym miejscu, ale dziwnym trafem przedmioty mało są namagnesowane i ciągnie je nie tam, gdzie trzeba. Pokojówka sprawiłaby, że Miś mógłby skupić się na intelektualnym rozwoju i nie denerwować samobrudzącymi się naczyniami. Kto wie, może miałaby również funkcje łagodzenia sporów i ratowania Misia z opresji…Przydałaby się oj przydała, szczególnie że Fabler ostatnio nabałaganił nie tylko w pokoju, nie tylko w swoim życiu, ale również w życiu swoich przyjaciół. Ci, przyzwyczajeni, że zawsze mogą zwrócić się do niego o pomoc, a on znajdzie czas, wysłucha, pogłaska, utuli, nie przyjęli lekko zmian w życiu Fablera.

Fabler Bjorn po raz ostatni wyłonił się z biografii „tej kobiety” uprzednio pożegnawszy się ze zrozpaczonymi damami dworu. Wyniósł od nich sporą wiedzę na temat zdobywania bogatych mężów, która pewnie nigdy mu się do niczego nie przyda. Spojrzał raz jeszcze na zegarek z trudem unoszący wskazówki, dopił ostatni łyczek kawy. Fusy utknęły mu na języku, otrząsnął się. Po cichutku, na paluszkach przeszedł obok śpiących ludzi, wsunął się pod kołderkę i natychmiast zasnął. Śpi do teraz. I dobrze, niech śpi, bo już wkrótce czeka go wielka podróż…

Image

Zdjęcie przedstawia Fablera dziwiącego się uśmiechowi na twarzy Wallis podczas spotkania z Hitlerem.

Fabler i sklep z zabawkami

Zwykły wpis

Fabler Bjorn miał już dość narzekań na trudy studenckiego życia. Przyznawał: nie jest ono łatwe, szczególnie gdy w grę wchodzi nadambicja i finansowe tarapaty. Studenci rzucają się na nowe kierunki ulegając złudzeniom, że oto jest żyła złota, która nie tylko połyskuje korzyściami w przyszłości, ale została ulokowana na wysokości ręki. Wystarczy po nią sięgnąć. Nic przyjemniejszego. Współlokatorzy chyba jeszcze nigdy tyle nie wzdychali i nie klęli, co w ciągu ostatnich kilkunastu dni. Wydawało się, że cała złość tego świata podzieliła się na kilka i ulokowała swoje horkuksy w ich wątłych ciałach.  Albo jeszcze gorzej: okruszki z potłuczonego lustra Królowej Śniegu wpadły im do oczu i nie mogą ich wypłakać nawet przez sen. Myśląc o tym Fablera zapiekło coś w pod prawą powieką. Czy to zaraźliwe? Czy wszyscy potrzebujemy kuracji? Długo głowił się Miś nad sposobami leczenia sesji. Przyszło mu do głowy, że napisze kilka listów do dziekanów wydziałów, na których studiują współlokatorzy, w którym wyjaśni, że jego znajomi nie pojawią się na tegorocznych egzaminach, bo odpoczywają i nabierają sił po całorocznych utarczkach ze studiami. Jak pomyślał tak zrobił. Image

Wracając z poczty, dumny, że znalazł rozwiązanie problemu, zatrzymał się przy sklepie z zabawkami. „Skoro przyjaciele będą mieli teraz sporo wolnego czasu, to będą chcieli się zabawić. Co ma służyć do zabawy, jeżeli nie zabawki. Zrobię im prezent. Taki ze mnie wiosenny Fabler-Mikołaj”. Mało nie eksplodował z radości. To był dobry dzień, chociaż nie wtorek. Fabler wszedł do środka.

– Tu wszystko jest dla dziewczyn! Róż i fiolet. Wszystko pluszowe, z puszkiem, z falbankami. Zupełnie nie wiem co wybrać proszę pana – zwrócił się do sprzedawcy.

– To zależy co cię interesuje – młody mężczyzna puścił oko do Misia.

– No…  zabawa.

Sprzedawca uśmiechnął się szeroko. Zamaszystym gestem ręki wskazał na ogrom produktów.

– Do wyboru, do koloru

Image

Niestety, nic w tym sklepie ie przypominało zabawek, które Fabler znał z gazet i opowieści. Niby były jakieś laleczki, figurki, ale większość z nich w dziwacznych kształtach. Fabler nie miał zielonego pojęcia jak można by ich używać. Jego uwagę najbardziej przyciągnęły kostiumy. „Ach tak. Bal przebierańców to nie taki zły pomysł. Ludzie założą kostiumy, puścimy muzyczkę, kupię jakieś winko i wszyscy będą się dobrze bawić. W końcu od dawna wiadomo, że każdy czuje się swobodniej w przebraniu”. Szybko zdecydował się na strój policjanta, strażaka, pielęgniarki i taki… jakby dziewczyny z niemieckiej karczmy. Zdziwił się trochę, że kosztowało to krocie, ale pomyślał, że jeżeli w grę wchodzi dobro przyjaciół, pieniądze nie mają znaczenia.

Imageabler B

Objuczony jak wielbłąd wyszedł ze sklepu. Uwielbiał dawać prezenty, więc jego ekscytacja unosiła go kilka metrów nad ziemią. Kiedy opadł, zauważył sklepowy baner wystający na ulicę Dietla. „Erotic Store”. Chociaż Miś nie zna języków obcych, to zna się na literaturze. Dobrze więc wie, że EROtyki to wiersze o miłości. „Dobrze trafiłem. Z miłości do przyjaciół podaruję im chwilę wytchnienia!”

Fabler na Selectorze

Zwykły wpis

Być może zastanawialiście się już, co poza pracą i świetnym gustem muzycznym skłania Fablera do brania udziału w festiwalach. Odpowiedź jest o tyle prosta, co nieco krępująca: Fabler cały czas szuka przyjaciół. Kwestia poznawania ludzi nurtuje go od pewnego czasu na tyle, że nie może spać, a owsianka zamiast rozmiękać w mleku, raz za razem przywiera do garnuszka aż w całej kuchni unosi się swąd przypalonego mleka. Fabler bardzo długo był przekonany, że nawiązywanie znajomości to banał. Wystarczy wybrać się w zatłoczone miejsce, nadepnąć komuś na małego palca u stopy, powiedzieć „przepraszam” i tak oto narodzi się przyjaźń mocna niczym węzeł gordyjski. Odkąd Fabler zamieszkał przy Karmelickiej, od czasu do czasu organizował sobie polowania. Zawsze jednak wracał przygnębiony, z ramionami przygniecionymi przez uczucie zawodu. Ludzie negatywnie reagowali na jego poszturchiwania, więc po pewnym czasie zmienił metodę. Przypomniał sobie jak bohaterka jego ulubionej książki z dzieciństwa zrealizowała projekt testowania uśmiechu. Wraz z grupą znajomych badała reakcje przypadkowych ludzi i były względnie zadowalające. Fabler postanowił powtórzyć eksperyment. Nie przewidział jednak, że społeczeństwo mogło tak bardzo się zmienić przez 40 lat. Uśmiechał się na plantach, w tramwajach i sklepach. W delikatesach przy rynku pani ekspedientka odczytała jego uśmiech jako oznakę zagranicznego pochodzenia i przyjmując kartę płatniczą wydała polecenie „Pin and green” oczywiście nie odwzajemniając próby zaprzyjaźnienia się. Jedynymi życzliwymi okazali się parkowi kloszardzi, ale w ich entuzjazmie Fabler wyczuwał interesowność.

Image

Zaopatrzył się Fabler w zestaw poradników nawiązywania znajomości. Wśród jego ulubionych pozycji znalazły się Jak złapać i nie wypuszczać Dorothy Thomson, Kochać ludzi w XXIw? Garetta Newmana, Równowaga w tłumie Angeliny LewisPrzyjaźń – prawdy i mity Catherine Johnson-Carter oraz Poznajmy się – poradnik dla samotnych Howarda O’Briana. We wszystkich tych książkach znalazł wiele cennych rad, ale większość odnosiła się do miłości. Fabler boi się miłości jak obcych, więc ułożył poradniki w stosik i zostawił problem do wyrośnięcia w temperaturze pokojowej na kilka dni.

Nadeszła wiosna, a razem z nią czas wielkich wydarzeń kulturalnych. Kraków wydawał się garnkiem z zupą jarzynową, w której pływały same smakowite kąski. Z bogatej oferty Fabler wyłowił kilka, uzbroił się w bilety, odświeżył bilety i strój. Zaczął regularnie ćwiczyć przed lustrem serię nowych uśmiechów i pozdrowień łapką. Rozpisał sobie scenariusze ewentualnych spotkań i tak wyposażony wszedł w etap drugi misji „Fabler nawiązuje znajomości”. Pomysł nie wypalił przy okazji FMF-u, ale zbliżał się Selector.
„Na festiwalu elektroniki muszą być bardzo pozytywni ludzie. Skoro mają w sobie tyle energii, to na pewno chętnie się nią dzielą z innymi! Na koncertach będzie tłum. Przypadkowy kontakt fizyczny wyzwala substancje chemiczne odpowiedzialne za wzajemną sympatie. Tak przynajmniej pisze Catherine Johnsin-Carter” sam sobie tłumaczył Miś wybór imprezy. Musiał to robić, bo tylko afirmacja mogła ocalić go przed atakiem paniki wywołanym electrostrachem.

Jak przewidział, tak też było. Nawet nie zauważył kiedy pod wpływem natarcia ze strony podskakującej fali ludzi wylądował pod sceną na koncercie Neon Indian. Przyglądając się muzykom wywijającym w rytm własnej muzyki przyszło mu na myśl, że gdyby był człowiekiem chciałby wyglądać jak Alan Palomo. Ten wieczór nie zaliczał się do udanych. Miś przyszedł na Festiwal sam i niestety nikogo nie poznał. Co chwilę zmieniał miejsce i kąt patrzenia, ustawiał się w pozach, które miały nadawać mu wygląd wyluzowanego i pewnego siebie osobnika, do którego fajnie zagadać. Rozkładał się na leżakach przed sceną Roxy.fm i ruszał jedną łapką w rytm basów. Nic z tego. Niby ktoś usiadł obok, niby wiele ludzi przyglądało się atrakcyjnemu misiowi, ale nikt nie poświęcił mu większej uwagi. Dzień I Fabler zapisał w kalendarzu jako „Klapa stulecia”.

Fabler bywa bardzo zdeterminowany. Nie olał sprawy, ale pełen nowej energii zawędrował ponownie na krakowskie błonia w sobotę. To dopiero była impreza! Fabler miał wrażenie, że gdy zamyka oczy, ze sceny rzucają w niego dojrzałymi pomarańczami, które jeszcze ciepłe od południowego słońca, rozbryzgują się w powietrzu i Imagezostawiają wszędzie cytrusowy aromat. Wszyscy dookoła zamienili się w kolorowe piłeczki, kauczukowe kulki, podskakujące cukierki Nim2, w których środku drzemie owocowo-witaminowe serce. Szalone wizualizacje, światła tańczące na ludzkich twarzach. Z uszu Fablerowi wyciekała guarana lub żeń-szeń. Naładował baterie i choć czuł się po tym przez chwilę jak bohater reklamy Duracela, z którym bardzo nie chciałby być utożsamiany, miał wrażenie, że optymizm powrócił do niego jak najprawdziwszy aborygeński bumerang. Ze zdwojoną siłą. Lawirował trochę Fabler między namiotami, biegał jak szalony spod sceny pod scenę. Celowo potrącał ludzi, zaczepiał ich i niektórzy mieliby pewnie wrażenie, że jest pijany, gdyby sami nie byli zalani w sztos.

– Piękni ludzie oto jestem królem electro! – wykrzykiwał Fabler dając się ponieść ludzkim dłoniom nad ich głowami. Pierwszy raz w życiu nie przeszkadzało mu, że obce palce dotykają jego koszulki w paski.

Ludzie faktycznie byli piękni. Zadbani, pachnący. Mężczyźni o nonszalancko zapomnianym zaroście, który wybujał tylko do odpowiedniej długości, w wąskich spodniach i kaszkietówkach z szerokim daszkiem wprowadzili Fablera w nieznany świat lansu. Kobiety o włosach do pasa, ślicznie zarysowanych taliach schowanych pod szerokimi bluzami zataczające koła wszystkimi częściami ciała na raz wyzwoliły w Fablerze nieznane dotąd uczucia. „Czyżby to właśnie była miłość? A może tak wygląda przyjaźń? Tak mało wiem jeszcze o ludziach, ale dobrze mi wśród nich” myślał i oddawał swoje ciałko na ofiarę bitom.

Zmęczony, zdyszany, zarumieniony od tańca uwolnił się z objęć tłumu i wyszedł przed festiwalowy namiot. Zimne powietrze zapiekło go w płucach i gardle. Ciepło i radość z prędkością rakiety odrzutowej uciekały przez uszy i stopy. Fabler z kosmicznego Misia-hipstera jak Kopciuszek o północy znów przeistaczał się w szaraczka. Muzyka ciągle jeszcze dudniła za jego plecami, gdy spacerkiem wracał do domu. Niby podskakiwał, niby nucił, ale coś uwierającego powróciło. „No przecież nie wymieniłem się numerami telefonów z moimi nowymi przyjaciółmi. Jak mamy zacieśniać znajomość?” pluł sobie w brodę mijając szalonych, rolkowych ghost riderów.

http://youtu.be/we9jeU76Y9E

Jeżeli znacie sposób, jak Fabler może nawiązać nowe znajomości, piszcie w komentarzach tutaj albo na Facebooku. Dla Was to może wydawać się banalne, ale on właśnie leży z gorączką, która wcale nie ma źródła w chłodnej nocy.