Monthly Archives: Maj 2012

Fabler i ta kobieta

Obrazek

Fabler i ta kobieta

Fabler nie bardzo rozumiał, co znaczy „mieć romans”. Czuł jednak, że dzięki tej książce poszerzy swoją wiedzę na temat relacji damsko-męskich, które do tej pory stanowią dla niego iście alchemiczną zagadkę. Poza tym Fabler jest przekonany, że płynie w nim przynajmniej domieszka błękitnej krwi. Kto wie, czy nie brytyjskiej?

Fabler siedzi w książkach

Obrazek

Fabler siedzi książkach

Fabler Bjorn okrutnie się nudził. Chodził od ściany do ściany, od lodówki do łóżka, od łóżka do okna szukając towarzystwa. Zaglądał ludziom przez ramię, gdy ci pochylali głowy nad książkami.
– Co takiego ważnego robicie, że nie macie czasu porozmawiać ze mną i ze sobą o tym, jak nam minął dzień? To niedorzeczne! – oburzył się bardziej zdezorientowany niż zirytowany.
– Nie widzisz? Siedzimy w książkach! Na gwałt poszerzamy horyzonty przed sesją – z przekąsem zaśmiał się człowiek.

„Siedzą w książkach i poszerzają horyzonty” zamyślił się Fabler. „Może to nie taki głupi pomysł, zapełnić sobie wolny dzień siedzeniem w książkach. Małemu Misiowi przyszłoby to dużo łatwiej niż wielkim ludziom, którzy nie zmieściliby się nawet w najbardziej opasłej encyklopedii.” Fabler nie posiadał jednak żadnej książki. Wdrapał się na parapet, na którym znajdowała się jego świnka-skarbonka i przyłożył oko do dziurki. – Ho ho! Nazbierało się tego trochę!– skomentował zawartość dumny ze swojego zmysłu oszczędzania. – Miałem za to pojechać do Etiopii, ale skąd mam wiedzieć, co mnie tam czeka? Może jedzą tam Misie albo nie mówią po polsku? Na pewno ktoś już tam był i być może nawet napisał o tym książkę.

Fabler wyszukał w internecie książki o Afrycie. Szybko oczarował go świat wirtualnych księgarni, wydawnictw, biogramów reporterów, blogów o podróżowaniu. Przechodził ze strony do strony, całkiem jakby przechadzał się po niekończącym się labiryncie półek zapełnionych coraz to ciekawszymi egzemplarzami. Na jednej z nich wypatrzył ciemnozielony, gładki i połyskujący grzbiet. Wyobraził sobie, że staje na palcach, wyciąga łapkę i klik klik… wyskoczył komunikat „potwierdź zamówienie”. Miś potwierdził i w ten oto sposób stał się posiadaczem „Dzienników kołymskich” Jacka Hugo-Badera. Od tej pory zamawiał na potęgę. Zamawiał, potem siedział całymi dniami przy drzwiach w oczekiwaniu na listonosza, aby w końcu wsadzić pyszczek w nową książkę i ocierać się o jej pachnące nowością kartki.
– Zapach książek uzależnia bardziej niż kofeina! – powtarzał wszystkim znajomym. – Nie mogę się oderwać. Czytam i czytam, wchodzę w książki cały, ocieram się o literki, a one czasem jeszcze nawet farbują, uwierzycie?

Fabler wydał wszystkie oszczędności na książki. Kupował nie tylko w internetowych księgarniach, ale również w antykwariatach, na aukcjach, bezpośrednio od wydawnictw. Jak dotąd najbardziej spodobało mu się jedno – Wydawnictwo Czarne. Przeczytał w internecie, że należy do pani Małgorzaty, żony Andrzeja Stasiuka, jego ulubionego polskiego pisarza. Fabler, jako mężczyzna z pluszu i poliestru, preferuje mocną męską prozę. „Mury Hebronu” przeczytał jednym tchem, Hemingway’a dosłownie pożarł, jak na niedźwiedzia przystało. Hugo-Bader zniweczył jego miłość do Martyny Wojciechowskiej i Afryki, a Hrabal wywołał w nim bardzo silne powołanie do pracy przy składzie makulatury.

Fabler ma tylko jeden problem: formaty książek nie są przystosowane do małego czytelnika. Wszystko pięknie, ładnie. Książki pachną, prezentują się na półkach i wywołują dumę we właścicielu, gdy goście stwierdzają:
– Fabler, Fabler… Ty to się chyba wypisałeś z tej kultury masowej, bo same dobre książki gromadzisz. Nigdzie nie wychodzisz tylko w książki, w książki inwestujesz, potrzebne ci to?

Fabler zazwyczaj kwituje jednym słowem: – Potrzebne.

Mimo tej dumy, w fablerowym kąciku zaczyna brakować miejsca na nowe tomy. Dopuścił się Miś nawet heretyckiej myśli o wyprzedawaniu niektórych, mniej ulubionych egzemplarzy, ale ta pokusa na szczęście szybko rozpłynęła się w powietrzu. Głos rozsądku podpowiada mu jednak donośnie: Basta!

Fabler potrzebuje e-czytnika. Świnka mimo solidnego potrząsania odmówiła dalszej współpracy. „Nigdy nie uda mi się zgromadzić takiej kwoty. Czy to oznacza koniec czytania?” pomyślał Miś i ze smutku ukrył pyszczek w łapkach. Traf chciał, że przy codziennej, porannej prasówce natknął się na konkurs zorganizowany przez jego ulubione wydawnictwo. „Czarne” postanowiło obdarować jednego czytelnika czytnikiem, o ile ten dobrze uargumentuje swoją potrzebę. „Może kiedy przeczytają jakim jestem zapalonym czytelnikiem i zobaczą mój uśmiech, gdy siedzę wśród książek, przekonają się, że to ja powinienem dostać nagrodę” rozmyślał Fabler.

Oto jest i zdjęcie. Powodzenia Przyjacielu!

P.S. Link do konkursu: http://blog.ebookpoint.pl/wygraj-kindla-od-ebookpointa-z-ebookami-od-czarnego/

Fabler wstaje wcześnie rano

Obrazek

Fabler wstaje wcześnie rano.

Pierwsze, co robi Fabler po przebudzeniu, to parzenie kawy. Jeśli zapytasz go „Jaką kawę pijesz Fabler?” zapewne odpowie z typową dla siebie żywiołowością: „Siekierę! Czarną, mocną, oleistą, pełną fusów!”. Tak jest w istocie. Fabler rozkoszuje się smakiem sypanej kawy sans lait, ale tylko dlatego, że kiedy miał zwyczaj do popołudniowej kawki dolewać śmietanki lub mleka, nie pochodziły one nigdy z jego zapasów. Fabler podkradał! „Toć to tylko kilka mililitrów dla kolorku” usprawiedliwiał się zawstydzony, gdy go w końcu przyłapano. Mleka znikały jednak całe szklanki, bo Miś łakomy na smak ciepłej laktozy rozkosznie oklejający jego pyszczek od środka, dolewał go coraz więcej i więcej, aż w końcu zaczął zapominać o dodaniu kawy. Po owym momencie upokorzenia pod gromami ludzkich spojrzeń spod złowrogo ściągniętych brwi, Fabler się zawziął. Od tej pory pije tylko czarną i marzy o podróży do Etiopii, gdzie jak Martyna Wojciechowska w jego ulubionym programie, napije się kawy zaparzonej ze świeżo uprażonych i zmielonych ziaren.

Jak łatwo zauważyć, kubek na zdjęciu jest wyszczerbiony. Nie wiadomo kiedy i gdzie się to stało, ale Fabler wyjątkowo podobuje sobie rzeczy niedoskonałe. O sympatii do mrówek bez nóg, długopisów bez wkładów, przerwanych łańcuszków, potłuczonych talerzy.. innym razem:)

Fabler Bjorn czeka na list

Obrazek

Fabler Bjorn czeka na list

Fabler Bjorn uważa, że najcenniejsze w życiu są relacje międzyistotowe. Dużo czasu spędza na rozmowach z ludźmi, ale oni nie zawsze mają czas wchodzić w dyskusje z Fablerem, który ma tendencję do forsowania swojego zdania za wszelką cenę. Kiedy mu przerywają, Miś irytuje się i zazwyczaj demonstracyjnie opuszcza zgromadzenie. Fabler długo zastanawiał się jak rozwiązać ten problem i uznał, że w dawnych czasach rozmawiało się dużo łatwiej. Ludzie, oddaleni od siebie o wiele kilometrów, rzadko marnowali czas na wizyty, ale za to pisali listy pełne kurtuazji. Nad kartkami papieru, przy śpiesznie wypalających się świecach, z których wosk plamił biurka, spędzali ciężkie godziny prezentując swój punkt widzenia na daną kwestię w tylu słowach, na ile mieli ochotę. Wszystko zależało od wylewności danego osobnika. Gdyby Fabler żył kilkaset lat temu, jego listy należałoby zszywać, bo nie dałoby się ich złożyć nawet w pół.
Fabler postanowił poszukać sobie listownego przyjaciela. Wpisał w internecie kilka haseł, pod którymi liczył znaleźć osoby przywiązujące równie wielką wagę do słowa, darzące sentymentem i szacunkiem instytucję tradycyjnej poczty. Okazało się, że jest ich całkiem sporo. Wszyscy równie intensywnie zachwycali się smakiem kleju powlekającego brzeżki kopert, wymieniali opisami zapachów różnych rodzajó papierów i odcieni atramentu. Rozentuzjazmowany Fabler czym prędzej pomknął do sklepu papierniczego przy Księgarni Naukowej na Podwalu. Za oszczędzone kilka złotych kupił pióro, gruby, chropowaty papier o odcieniu bieli złamanej beżem, koperty w najwspanialszym formacie B5 oraz kredki dla ornamentowania marginesów. Po powrocie do mieszkania nakazał sobie zrobić miejsce na stole, rozsiadł się wygodnie na taborecie i jego łapka zawisła nad kartką. Przecież Fabler nie ma do kogo napisać! Chociaż internet pełen jest fanów pisania listów, żaden z nich nie wyraził chęci korespondowania z obcym Misiem. Zapełnił Fabler papier atramentowymi kleksami. Wymachiwał piórem w powietrzu, a kropelki granatowego płynu osiadały z impetem także na stole, ścianie i wykładzinie. Jako uwieńczenie napadu szału, Miś zrobił stalówką dziurę w nodze stołu i warknął:
– Ja nie potrafię zawierać znajomości! Niech ktoś mi powie jak zawierać znajomości, skąd mam wziąć przyjaciół, którzy zechcą mnie słuchać?! Fabler chce pisać listy, Fabler jest bardzo, bardzo zawiedziony…

Minęło trochę czasu. Mięśnie pyszczka Fablera uspokoiły się i powróciły do naturalnego rytmu pracy. Nerwy puściły, ale uśmiech nie powracał. Fabler podał swój adres na wszystkich możliwych forach społecznościowych. Założył konto na portalu dla dzieciaków oraz dla szukających drugiej połówki. Wpisywał go w facebookowe komentarze, rozsyłał użytkownikom czatów. Gdy dowiedzieli się o tym ludzie, nie byli zadowoleni. Teraz Fabler obrażony na cały świat siedzi na skrzynce na listy i czeka, by przechwycić ewentualną korespondencję, zanim dowiedzą się, że zamieścił ogłoszenie także na forum dla fetyszystów…